Görlitz
wizyta za miedzą




Tuż za Miedzą – a dokładniej w Görlitz, mieszka nasz znajomy motocyklista – Michael. Poznaliśmy się kilka lat temu i jeździliśmy już razem niejednokrotnie, ale też wspólnie bawiliśmy się na imprezach np. w Lubomierzu, na baszcie w Złotnikach, w Gryfowie, a także w jego i w moim domu. Jeździec to co prawda „nieczoperowy” (dosiada Hondy CBR) ale czy to ważne? Oczywiście, że NIE. Właśnie dziś (10.03.2007) dostałem od niego wiadomość, w której zaprasza nas do siebie na tzw. rozpoczęcie sezonu, czyli krótko mówiąc chłopaki zza Nysy chcą się z nami bliżej poznać i... napić – hehehe. Ślę zatem informację do Marcina, aby rzecz natychmiast rozpropagował na łamach forum. Ciekawostką jest jednak i to, że zaproszenie dotyczy jedynie męskiej części naszego Bractwa, ale jak się dowiedziałem od naszych Niemiaszków –  taka tradycja istnieje u nich od zawsze. Ich szanowne panie Małżonki, Narzeczone lub Dziewczyny, spotykają się w tym samym czasie u którejś z nich lub po prostu w jakimiś lokalu i przy ciastach, kawie, winku lub piwie, rozprawiają o „swoich babskich sprawach”. No cóż – co kraj to obyczaj, choć nasze kobitki radości z tego tytułu nie przejawiają – no trudno... A zatem trwa gorączkowa dyskusja na forum o tym kto może, kto nie może, komu się to widzi, a komu nie widzi. Wychodzimy jednak z założenia, że trza tam być i przy najmniej raz „sprawdzić” jak to u Sąsiadów jest... Efekt końcowy – z Bogatyni pojadą: Artur, Jacek, Marcin, Solek, dwa Grześki oraz ja, a z Zawidowa dołączy Jurek z synem – w sumie 9-osobowa „reprezentacja Polski” – hihihi... Mieliśmy nadzieję, że pogoda będzie łaskawa i być może zdołamy wybrać się na motorkach, ale gdzie tam – zimno, mokro, szaro-buro i do d....y – no ale to w końcu marzec... Skład ustalony, godzina wyjazdu wybiła, a więc lecim... Solek zabiera do swojego PASSATA trzech, a ja do NEXII dwóch kompanów, no i w strugach deszczu pędzimy na przejście do Ludwigsdorfu, gdzie czekać ma na nas Michael.


Marecki musiał jednak grzać jak szalony prosto do Dudusia do Zgorzelca, ponieważ w jego aucie zepsuły się wycieraczki, a zatem pomoc była niezbędna. Dudusia-studenta w domu jednak niestety nie było, ale na szczęście jego sąsiad „Skuter”, użycza swojego bus-a, biorąc jednocześnie VW „w zastaw” czyli do naprawy – wesoło się zaczęło – nie ma co – hehehe. Nic to – dajemy radę... Wreszcie granica i spotkanie z Organizatorem, ale także jeszcze kilkanaście minut oczekiwania na Jurków W końcu są już wszyscy, a więc jedziemy za Michaelem do miejsca imprezy. U-la-laaa!!! – No ładnie tu!!! Ni to dworek, ni to zajazd – w każdym razie super odrestaurowane zabudowania jakiegoś dawnego „majątku”, dziś będącego własnością Michaela i siedzibą jego firmy. Wewnątrz pomieszczeń co nie miara. Jak się wkrótce wyjaśniło jest tam kilka wynajmowanych, niezależnych od siebie mieszkań, a także biura i przestronna – z kominkiem – tzw. sala konferencyjno-bankietowa.




Właśnie w tej części kominkowej przygotowano nakryte stoły oraz sprzęt audio-video. Jest tu już także kilku kumpli Michaela, z których dwaj – marznąc zapewne „nie wąsko” – zajęci są na dworze doglądaniem obracających się na grillu... indyków. No proszę – nie prosiaczek lecz indyki i już zrobiło się ciekawie i miło. Przywitania, śmichy-chichy, muzyczka w ruch, piwerko w górę, jednym słowem  – hulaj dusza – piekła nie ma!!! W ten oto sposób, mijały kolejne, rozbawione i wypełnione śmiechem godziny. Przekonaliśmy się więc, że także i tu – za miedzą – mieszkają tacy sami motocykliści jak my, którzy potrafili nie tylko świetnie nas przyjąć, ugościć ale też wspólnie się bawić i cieszyć z tego spotkania. Co ciekawe – nawet nie dało się zbytnio odczuć bariery językowej, a już od pierwszych minut spotkania, gdy na samo „wejście” Mosiu zaintonował przywitanie – „Cześć, jestem Grześ – wie heißt Du?” – wszyscy ryknęli śmiechem i wiadomo było, że dalej rzecz potoczy się na wesoło – hehehe..




Już w drodze powrotnej, zgodnie stwierdziliśmy, że było to bardzo sympatyczne, udane i wesołe spotkanie, na którym nie tylko przelewało się pitło i jadło, ale też umówiliśmy się na kilka w tym sezonie spotkań w międzynarodowym składzie. Pierwsze z nich ma być już za kilka tygodni, a jest to tzw. Lausitzerring – czyli pokazy, ale także możliwość własnego udziału w „gonitwie” na profesjonalnym torze... Zapewne ktoś od nas pojedzie i opis wraz z fotografiami także znajdzie się na tej stronce. Tymczasem – Danke seher Michael!!! Wir grüßen Dir und Deine Freunde!!!...