Częstochowa
Zlot Gwiaździsty na rozpoczęcie sezonu 2007
14.04.2007.
Godzina 13.00 –
zgodnie z planem, spod ORLENU w Bogatyni wyjeżdża siedem załóg
– to pierwszy cud, związany z wyprawą do Częstochowy. Jak dotąd.
raczej nigdy się nie zdarzało, aby wszyscy stawili się na
zbiórkę punktualnie – a tu proszę – stawili się. Cud
drugi to pogoda – po prostu CUDOWNIE-CUDOWNA. Kolejne radosne
cuda następowały po sobie jeden po drugim, no ale wiadomo – w
końcu jedziemy bodaj do Najświętszego Miasta w Polsce, a więc nie
dziwota z tymi cudami - hehehe. Do Zgorzelca odprowadza nas
również Robert i przejawia wielką ochotę aby jechać dalej, no
ale niestety musi wracać na łono (upssss) Rodzinki. W Zgorzelcu
dołączają kolejni Uczestnicy – łącznie osiem motorków (w
tym jeden nowicjusz – Jarek), a tym samym nasz
„łańcuszek” pięknie się wydłużył na drodze. Jeszcze tylko w
Bolesławcu „zgarnęliśmy” Tadków i oto w tym
16-motorkowym składzie, pielgrzymowanie na jednośladach stało się
faktem.
|
|
Wycieczkę rozłożyliśmy na dwa etapy, to
znaczy dziś dojedziemy tylko do Opola, a jutro z samego rana ruszymy
dalej. Dlaczego akurat tak?... Ano dlatego, że tu w Opolu
przesympatyczni Znajomi Solka – Iwona i Marcin (a jakże!!!
– również zmotoryzowana para!), przygotowali dla nas nie tylko
noclegi, ale także zorganizowali miejsce na ognicho, grillowanie i
wieczorno-nocne wesołe pogaduchy pod rozgwieżdżonym niebem. No dobra
– piwo i koncert rockowy na telefonach komórkowych też
były… Te telefony, to była jedynie nieśmiała „gra
wstępna” do dżamprezy – znacznie donośniej rozbrzmiała
muzyka wprost z „zielakowozu” – trzeba go było
jedynie odstawić nieco dalej od ogniska, co by się nie stopił –
hihihi. Nasz kuchmistrz – Popierdółka, przyrządził pyszne
karczki uprzednio nasączone breją, a także pieczony chlebuś z masłem
czosnkowym – ymmm – pychota! Kiełbacha z ogniska smakowała
także wyjątkowo smacznie zwłaszcza z ogórkami i czerwoną
papryką.
Wokół pachniało lasem, ogniskiem, pieczonym mięsiwem, a
w połączeniu z gwarem, żartami, muzyką i piwkiem – brakowało
jeszcze tylko gwiazdki z nieba. I oto nagle – niemal
„tuż” nad naszymi głowami – przeleciał płonący,
rozpadający się na kawałki świetlisty meteoryt – czyż to nie był
kolejny cud? - hihihi... Wracamy do hotelu, rozchodzimy do pokoi
i śpimy…
15.04.2007
Na
śniadaniu wszyscy zjawiają się niemal równocześnie o wpół
do siódmej. Solek przeciera oczy ze zdumienia i na stojąco
wygłasza podziękowanie za taką niebywałą mobilizację i zgranie całej
Grupy – no musiał to powiedzieć. Humorki dopisują, chęć do
dalszej jazdy także, a więc punktualnie o ósmej ruszamy w drogę
– daleko nie jest – około 110 kilometrów. Ranek
rześki, a nawet nieco chłodny, ale z każdą minutą zaczyna robić się
cieplej – tak więc jedzie się świetnie. Na rogatkach Częstochowy
pojawiają się coraz częściej kolejne grupki, a wkrótce wręcz
całe watahy motocyklistów – ależ to robi wrażenie!!! W
końcu był już taki tłok, że nie było szans na utrzymanie się w jednej
gromadzie – rozłączyliśmy się na dwie, a może nawet na trzy
grupki. Trochę błądzenia i konsternacji ale to głównie przez ten
zupełny brak oznakowania w mieście. Sporo zawalili organizatorzy
ponieważ nigdzie nie można było zobaczyć choćby jakieś strzałki lub
policjanta, który by pokierował tą furkoczącą masą…
Suma-sumarum
w końcu zjawiło się kilku mundurowych na motocyklach, którzy
pilotowali tę niewiarygodnie wielką ilość sprzętów w kierunku
bram Jasnogórskiego Klasztoru. To było coś doprawdy
niewyobrażalnego… Rzeka dudniących silników i
błyskających w słońcu niklów zdawała się nie mieć końca. Część
maszyn zdołała się pomieścić na hektarach przyklasztornych
dziedzińców, a pozostała ogromna ilość, zajęła całkowicie
główny pasaż przed klasztorem, a także kilka ulic dojazdowych
– istne mrowie… Właśnie na tym pasażu zdołaliśmy się
wszyscy odnaleźć i zbić w jedną gromadkę… To chyba też cud!!!
Teraz mieliśmy dużo czasu na własne plany i zajęcia związane z
obecnością na Jasnej Górze… Nasz nowicjusz – Jarek,
miał jednak pecha i powód do niepokoju, bo jak się okazało
podczas „wspinaczki” pod klasztor, zaszwankował wentylator
chłodnicy w jego motorku i zagotowana woda z sykiem wyskoczyła z
chłodnicy. Dobrze, że fachowiec Tadek jest wśród nas i całą tą
awarię szybko zlokalizował, ocenił i uspokoił zmartwionego bikera
– „z tym problemem możesz śmiało wracać i naprawić go
spokojnie już w do domu – wystarczy wymiana łożysk na
wentylatorze” – ufff. A zatem jest już dobrze.
Nieustannie
rozglądamy się wokół i przecieramy oczy ze zdumienia, na widok
tej chmary motorków i tysięcy motocyklistów – ależ
to przyjemne być tutaj, będąc jednocześnie jednymi z nich!!! Po
kilkunastu minutach, część osób z naszej grupki udaje się do
wnętrza klasztoru, zabierając przy okazji kilkanaście przywiezionych
przez nas „pluszaków,” przeznaczonych dla dzieci z
sierocińców i domów dziecka. Na przyklasztornych błoniach
ustawiono specjalne ogromne pojemniki, do których wrzucone
zostają te „przytulanki” – po niecałej godzinie są
już przepełnione…
Ci którzy zostali,
robią fotki i odpoczywają na ławeczkach, rozprawiając o tym co tu się
dzieje. Długo będziemy wspominać pobyt w Częstochowie, nie da się tego
„zlotu” zaliczyć do żadnego z tych na których już
byliśmy wielokrotnie – to było coś zupełnie WYJĄTKOWEGO! No
cóż – żal tylko, że nie wszyscy mogli być tam razem z
nami… Droga powrotna minęła spokojnie, choć trzeba przyznać, że
dosyć długo nam zeszło. Najważniejsze jednak, że cali, zdrowi i pełni
pięknych wrażeń, szczęśliwie powróciliśmy do domów…
Poniżej zamieszczam kilka cytatów zamieszczonych na łamach stron
internetowych Biura Prasowego Ojców Paulinów z
Jasnogórskiego Klasztoru:
Pielgrzymka Motocyklistów - Jasna Góra 2007
Jadą!
Jadą motocykle! Warczą motory... A oni wciąż jadą i jadą! I
naprzód - wolni! Na harleyach, hondach, kawasaki, suzuki,
różnych „chińczykach”, junakach, nawet na wsk-ach!
Jadą motocykliści! Na Jasną Górę dziś wszyscy jadą!
„Jakżesz ja się cieszę, że was widzę – krzyknął radośnie w powitaniu ks. prał. Zdzisław Peszkowski - Hej! Typy jedne! Wyścigi robiłem z wami, żeby tutaj dojechać! Błogosławię was z całego serca”.
Słowa pozdrowienia do zgromadzonych skierował o. Sebastian Matecki:
„Pamiętam
pierwszą pielgrzymkę, gdy 60 motocyklistów mogło swobodnie
zmieścić się w Kaplicy jasnogórskiej, a później na
dziedzińcu. Tymczasem dzisiaj liczba wasza przekracza 15 tysięcy
motorów, a co dopiero mówić o samych uczestnikach.
Wszyscy czujcie się bardzo gorąco i serdecznie powitani. Muszę
powiedzieć, że aż dech mi zaparło, gdy wyszedłem tutaj do ołtarza i
spojrzałem na tak liczną rzeszę”.
Motocykliści
zgromadzili się pod jasnogórskim Szczytem, gdzie odmówili
Różaniec. W południe Mszę św. odprawił dla nich podprzeor Jasnej
Góry o. Sebastian Matecki. Eucharystię koncelebrowało 9
kapłanów m. in. ks. Marek Doszko, kapelan Stowarzyszenia
„MMRK”, z zamiłowania motocyklista. Na zakończenie
Eucharystii o. Sebastian Matecki przejeżdżając przez jasnogórski
plac na motorze, pobłogosławił motory i ich właścicieli.
„Wspaniale
zagospodarowaliście plac jasnogórski i daliście piękne
świadectwo waszej modlitwy. Niech to świadectwo idzie z Wami” – powiedział podprzeor klasztoru.
|
|
„Dziękujemy
wszystkim motocyklistom za dzisiejszy przyjazd w pielgrzymce na Jasną
Górę! Pokonaliście przecież niejednokrotnie takie długie trasy.
Tak, liczyliśmy w tym roku na większą niż w poprzednich latach liczbę
uczestników zlotu, ale faktycznie - nie spodziewaliśmy się, że
przyjedzie tu Was aż tylu! Gratulacje! Niektórzy starsi wiekiem
paulini to mówią o Waszym wjeździe na plac jasnogórski,
że to chyba po raz pierwszy jak wjechaliście swoim motocyklem do...
środka kościoła! I dało radę! Na szczęście - tu miejsca starczyło dla
wszystkich. Lecz co będzie za rok? Dożyjemy - zobaczymy! No i Pan
Bóg dał Wam dzisiaj cudowną pogodę. Chyba warto więc było jechać
tyle drogi?! Dzięki wielkie organizatorom, służbom, wszystkim tym,
którzy dopomogli, żeby to spotkanie doszło do skutku. Serdeczne
dzięki też wszystkim naszym rozmówcom - za to, że tych kilka
słów chętnie powiedzieliście nam do mikrofonu, że stanęliście na
moment do zdjęcia - to już teraz także Wasza piękna 'pamiątka z
Częstochowy', no i Wasz ślad na jasnogórskiej stronie. Z
drogówki też nam mówią, że jak na taką liczbę, to
byliście dziś... supergrzeczni!! Nikomu raczej nie zapomniało się, po
co tu dziś przyjechał... Ładnie, że upilnowaliście też swoich
motorów - nic nam nie wiadomo, żeby komuś jakaś maszyna sama
odjechała - uff! Dzięki za gest i wrażliwość - za te pluszowe misie,
laleczki, maskotki - słowem za uzbieranych kilka pełnych koszy radości
dla dzieciaków z tych domków. Niech więc Wam Bóg
błogosławi, zachowa i strzeże! Do zobaczenia na Jasnej Górze w
przyszłym roku!”
o. Stanisław Tomoń 2007-04-15, niedziela, godz. 20.40