Łagów Lubuski - zlot klubu 96 MC
Rock Blues i Motocykle
Juz po raz kolejny klub motocyklowy
z Łagowa 96 MC organizował zlot, który w tym roku wypadał w
dniach 6-8 lipca. Mimo niesprzyjającej pogody (przez cały wcześniejszy
tydzień było chłodno i często padało) znalazło się paru
chętnych, którym niestraszne "wichry i burze". Mając w pamięci
zeszłoroczne problemy ze znalezieniem miejsca pod namiot w piątkowe
późne popołudnie, wyjazd zorganizowaliśmy w piątkowy poranek.
Zebrało się nas trzech (Stopa, Mietek i piszący te słowa - krasnal) a
plan był prosty - pojawić się wcześnie na polu i taśmą foliową zagrozić teren
tak, by pozostali którzy przyjadą wieczorkiem mieli miejsce na
rozbicie namiotów. Spotkaliśmy się około 9 na stacji w Zgorzelcu
i po krótkiej naradzie jaką drogą jechać wsiedliśmy na moto i w
drogę. Trasa mijała w przyjemnej atmosferze, pogoda zachęcała do jazdy,
troszkę słońca, troszkę chmurek i ani kropli deszczu. Niestety od
Zielonej Góry wiatr się strasznie wzmógł i bardzo
utrudniał jazdę, a jeśli dodać do tego tego całe mnóstwo
TIR'ów to jazda nie była już tak przyjemna. Po dotarciu na
miejsce okazało się że jesteśmy jednymi z pierwszych
zlotowiczów. W tym roku organizatorzy zorganizowali imprezę tak,
że oddzielili parking dla motocykli od pola namiotowego. Miało to swoje
złe (trzeba było nosić bagaże) jak i dobre strony (żadnego strzelania
wydechami pod namiotem, można było się spokojnie wyspać). Po
ogrodzeniu taśmą terenu pod namioty dla znajomych poszlismy coś
zjeść, a gdy wracaliśmy zobaczyliśmy mały pokaz m.in. palenia gumy i
stoppie w wykonaniu gościa na Hondzie.
 |  |
Niedługo
potem dojechała reszta grupy, która wyruszyła z Bogatyni
wczesnym popołudniem. Po rozłożeniu namiotów pojechali zostawić
motocykle na
parking. Niestety podczas przejazdu pod basztą Leszek miał pecha, przy
hamowaniu przednie koło uciekło mu w bok na piasku i położył motocykl
tak nieszczęśliwie, że podest złapał mu stopę. Skończyło się to
niestety urazem i pogotowie zabrało go do Świebodzina na
prześwietlenie. W międzyczasie kombinowaliśmy co zrobić i jak zapewnić
mu powrót do domu. Koniec końców po naradzie i
krótkiej rozmowie telefonicznej Adam zgodził się przyjechać w
sobotę busem i zabrać Leszka i motocykl do Bogatyni. Jako że ten
problem został rozwiązany, zostało tylko przywieźć z powrotem Leszka ze
Świebodzina do Łagowa (dzwonił że nie ma złamania, a najprawdopodobniej
skręcenie), ale w tym miejscu niezastapiony okazał się kolega "Tropik"
który wraz z Piotrkiem pojechali po niego.
Po
powrocie na zlot część z nas udała się do restauracji "Pod lipami"
gdzie grały zaproszone zespoły. Ja spotkałem znajomych z forum
motocyklowego i sporą cześć wieczoru spędziłem w ich towarzystwie.
W
sobotni ranek pogoda zaczęła się lekko psuć, było chłodno a ciężkie
chmury przesuwały się bardzo nisko. Po śniadaniu zaczęło sie
oczekiwanie na umówionego wcześniej busa, w międzyczasie
przeszliśmy się na parking pooglądać jakie ciekawe motocykle pojawiły
się w Łagowie.
Po
południu przyjechał Adam z Krysią i Jolą, oraz motocyklem
Zbyszek z Zuzią. Zapakowaliśmy Maraudera "na pakę" a Leszek usadowił
się na przednim siedzieniu. Żal mu było wracać do domu, ale było to
najlepsze rozwiązanie. Zdrowie jest najważniejsze.
Po
odjeździe busa udalismy się znów posłuchać muzyki, popatrzeć na
tańce irlandzkie i tak w miłej atmosferze przy piwku upływała nam
sobota. Gdy około 22 pojawiły się na niebie sztuczne ognie publika była
nieco zdezorientowana, gdyż pokaz miał być o północy.
Później okazało się, że były to ognie z wesela, ktore odbywało
się nadaleko zlotowiska. Gdy północ nadeszła odbył się właściwy
pokaz, a było na co popatrzeć. Niedługo potem zaczął się striptiz, ale
z racji mojego wzrostu nie dane mi było podziwiać wdzięków pań.
Cała rzesza ludzi trzymała dobre miejsca od ponad godziny i nie było
szans wcisnąć się pod scenę, ale i tak najgorzej miały ławki (parę
niestety nie wytrzymało tego wzmożonego zainteresowania publiczności)
hihihi...
 |  |
Po
występach artystycznych przyszła kolej na zespół "4 szmery" -
ojjj, ci dali niezły koncert!! Charyzmatyczny wokalista dawał z siebie
150% na scenie, covery AC/DC śpiewane charakterystycznym głosem
brzmiały rewelacyjnie, i nawet po gromkich krzykach publiczności "pokaż
dupę" uczynił to czego domagała się publiczność :)
Częsci
z nas zostały jeszcze talony, które zostały szybko wymienione na
piwo, po którym zrobiło się jeszcze weselej, choć wieczór
miał się ku końcowi to mimo tego zostało nam troszkę sił na małe wygłupy.
Jednak
zmęczenie dało znać o sobie i trzeba było udać się na zasłużony
odpoczynek. Parę osób jednak zostało i kontynuowało zabawę.
Wrócili około 4 rano i "niechcący" pobudzili prawie wszystkich
śpiących. Niedługo później, jak tylko słońce pokazało się
spomiędzy chmur trzeba było już wstać i zacząć się pakować, by
móc wrócić do domu i z największą przyjemnością wziąść
kąpiel :)
I
w taki sposób zlot zakonczył się, droga powrotna do domu minęła
bezpiecznie i przy dobrej pogodzie. Na przyszły rok chętnie piszemy się
na powtórkę.