Baworowa
zakończenie sezonu




Tradycyjnie jak co roku nadszedł czas by spotkać się przy zastawionym stole i poopowiadać sobie co ciekawego wydarzyło się w tym sezonie, gdzie byliśmy, co widzieliśmy a także zacząć snuć plany na przyszły rok. Ze względu na to, że nasza motocyklowa rodzinka stale się powiększa, zmuszeni byliśmy zrezygnować z imprezy na Złotnickiej baszcie (gdzie spotykaliśmy się od paru lat) i znaleźć miejsce gdzie nie czulibyśmy się jak przysłowiowe „śledzie w puszce”. Wybór padł na malowniczo położony nad jeziorem i zaporą ośrodek wypoczynkowy w Baworowej, niedaleko zamku Czocha. Mimo tego że pogoda nie była najlepsza to jednak na spotkanie przyjechały dwa motocykle: Piotrek z Izą na VZR1800 i „Tropik” na FJR – zebranym przed budynkiem uczestnikom lekko oczy się rozszerzyły. Nie ma co, przy zerze stopni, mokrej drodze i leżącym mnóstwem liści jazda nie była łatwa. Po przybyciu prawie wszystkich, którzy zapowiedzieli uczestnictwo w imprezie i zakwaterowaniu w domkach osób które miały nocować rozpalono grill i spotkanie powoli zaczęło się rozkręcać. Po niedługim oczekiwaniu na salę „wjechał” pieczony świniak, więc zaraz w ruch poszły talerze i sztućce. Po zaspokojeniu pierwszego głodu właściciel ośrodka zaproponował wizytę w garażu – po otwarciu drzwi zobaczyliśmy paręnaście weteranów z pięknym WL’em na czele. Taki zapełniony garaż to wspaniały widok dla nas. Po obejrzeniu i małych „przymiarkach” do sprzętów wróciliśmy do sali, gdzie muzyka z głośników już ostro dawała i zaczęła się pora na tańce. I w tak świetnej atmosferze wszystko potoczyło się do końca. Po północy ludzi zaczęło ubywać, zmęczeniu rozchodzili się do domków, jednak najwytrwalsi zostali do godziny wpół do czwartej, jeszcze sącząc ostatnie piwko i paląc ostatniego papierosa przed domkiem. Rano (po krótkiej nocy) tylko śniadanko i... rozjazd do domów. Impreza przeszła już do historii.





Pozdrawiam i do zobaczenia na następnych spotkaniach...
krasnal






Powrót